Samowystarczalność energetyczna domu nie jest czymś, o czym myślimy na co dzień. Gdy wszystko jest dobrze, to gaz cały czas płynie do kotłowni, a prąd jest nieustannie na wyciągnięcie ręki w każdym z gniazdek. Możemy zasiąść w fotelu w miłym ciepełku i cieszyć się z dobrodziejstw współczesnej techniki, nie zastanawiając się nawet nad czymś takim, jak braki w dostawach energii. Niestety wydaje się, że dobre czasy się skończyły i przez najbliższe lata najpewniej nie wszystko będzie wyglądało tak, jak kiedyś. W związku z tym warto zastanowić się, jak można poprawić bezpieczeństwo własne i swojej rodziny, zapewniając wszystkim możliwie dużą, a w idealnym układzie całkowitą, samowystarczalność energetyczną domu.

1. Dom samowystarczalny energetycznie. Ogrzewanie najważniejsze
2. Dom samowystarczalny elektrycznie
3. Plan B i zmniejszone oczekiwania drogą do samowystarczalności energetycznej domu?
4. Program samowystarczalność energetyczna
5. Samowystarczalność energetyczna Polski
6. Podsumowując, samowystarczalność jest możliwa, ale na pewno nie jest prosta

samowystarczalność energetyczna domu

Dom samowystarczalny energetycznie. Ogrzewanie najważniejsze

Samowystarczalność jeszcze do niedawna była czymś normalnym. Sytuacja taka miała miejsce zwłaszcza na wsiach. Wynikało to wprost ze znacznie mniejszej mobilności oraz niższego poziomu rozwoju technologicznego, jaki obserwowaliśmy na przykład 200 lat temu. Nie było setek gadżetów, systemów, usług i ludzie sami zaspokajali swoje podstawowe potrzeby, czy to energetyczne, czy też żywieniowe.

O ile dwa wieki temu mając kawałek ziemi i jakieś zwierzęta gospodarskie można było osiągnąć samowystarczalność, o tyle obecnie zadanie to jest o wiele trudniejsze. Oczywiście można zakupić chatę w Bieszczadach i żyć jak za czasów Sienkiewicza, ale mało kto się na to zdecyduje. Zresztą, chyba nie ma sensu iść w ekstrema. Na pewno jednak warto przyjrzeć się potrzebom i możliwościom i zadbać o możliwie pełną samowystarczalność. W naszym klimacie w związku z tym, że zima jest zimą, szczególne znaczenie ma ogrzewanie. To powinno być nasze oczko w głowie, jeśli chodzi o samowystarczalność energetyczną.

Gdy do palenia w piecach używaliśmy drewna, a później węgla, to zabezpieczenie energetyczne było o wiele łatwiejsze. Dzisiaj już nawet gaz ziemny jest uznawany za zbyt mało „zielony”, a o paleniu drewnem lepiej głośno w niektórych kręgach nie mówić. Z kolei inni twierdzą, że teoria, że niedługo pieczenie kiełbasek na ognisku będzie moralnym „przestępstwem”, nie wydaje się wcale aż tak nieprawdopodobna. Takie czasy.

W tym kontekście zabezpieczenie ciepła na zimę staje się dość problematyczne. Jak pokazuje teraźniejszość, dostawy gazu wcale nie są pewne, dostawy energii elektrycznej można przerwać kilkudziesięcioma skutecznymi atakami na stacje transformatorowe, a słońca o tej porze roku jest jak na lekarstwo. Słowem, jeśli się nie zabezpieczymy zawczasu, to zimą może być nieciekawie.

Jedyna powszechnie akceptowalna „zielona energia” do jakiej mamy dostęp, to oczywiście energia elektryczna, ale ogrzanie sporego domu w zimie samym prądem to horrendalny wydatek. Gdy, nie daj Boże, dojdzie do awarii, lub przerwy w dostawach, to zostajemy z przysłowiową ręką sami dobrze wiecie gdzie. O samowystarczalności energetycznej na potrzeby ogrzewania prądem można zatem w sumie zapomnieć. Oczywiście i to da się zrobić, ale byłby to eksperyment na pokaz, nieopłacalny finansowo i dobry jedynie do pokazywania jako ciekawostka, która prezentuje samozaparcie realizującego taki projekt.

By nie było, że jesteśmy zapiekłymi krytykami tej koncepcji, widzimy pewną opcję na grzanie prądem. Możliwym rozwiązaniem mógłby być układ, w którym dysponujemy panelami słonecznymi, wiatrakiem jako ich uzupełnieniem (jeśli zamieszkujemy odpowiednią okolicę), mamy system magazynowania energii (wykorzystuje się do niego np. „zużyte”, ale nadal całkiem sprawne akumulatory z autobusów elektrycznych), a dom ogrzewamy pompą ciepła. Oczywiście nasze panele i wiatrak nie zawsze będę generowały prąd, a system akumulatorów będzie miał ograniczoną pojemność, więc całość należałoby uzupełnić zwykłym generatorem spalinowym, z odpowiednim zapasem paliwa. Jak widać, by układ był „kuloodporny”, to i tak trzeba dołożyć do niego trochę „zgniłych” dinozaurów.

Zanim jednak wszystko odpalimy, należałoby również dobrze skalkulować ewentualny pobór mocy oraz tak dobrać podzespoły, by wszystko się spinało. Co by nie mówić, jest to dość skomplikowany system i tak długo, jak będzie poprawnie zbudowany i skalibrowany, to wszystko będzie pięknie i ładnie, ale co zrobimy, gdy zepsuje się którykolwiek z jego elementów? Czy w system wbudowana będzie redundancja? Czy będziemy mieli pod ręką części zamienne? Czy będziemy umieli sami naprawić system?

Są to ważne pytania, gdyż jak głosi tytuł tego tekstu, piszemy o samowystarczalności energetycznej domu. Jeśli wszystko ma za nas robić ktoś, to nie ma mowy o samowystarczalności. Będziemy musieli liczyć się z tym, że ten ktoś nie dojedzie na czas, lub nie dojedzie wcale i nasz pięknie skonfigurowany ekosystem będzie jedynie plątaniną „martwego” sprzętu.

Nie jest to próba straszenia kogokolwiek. Jeśli rozpatrujemy cały układ w kontekście trwającej wojny pomiędzy Rosją a Ukrainą, rwaniu się łańcuchów dostaw w wyniku pandemii i wojen gospodarczych urządzanych przez potęgi światowe, to jasno widać, że lepiej całą sprawę dobrze przemyśleć.

Na papierze wygląda to ładnie i może nawet działać, ale tylko w czasie pokoju i prosperity. Te czasy mamy już dawno za sobą. By obecnie pokusić się o taki model, musimy być kimś, kto ma smykałkę i odpowiednią wiedzę, by to wszystko utrzymać w ruchu. O kosztach nawet lepiej nie rozmawiajmy. Przeciętny Kowalski, który szuka pieniędzy na 3 tony węgla po obecnych cenach, nie ma najmniejszych szans, na zbudowanie czegoś takiego. Trzeba zatem jakoś te ogrzewanie uprościć.

Pewnym rozwiązaniem samowystarczalności cieplnej mogłoby być ogrzewanie na olej opałowy. Tutaj znowu rodzi się problem z dostawami i zabezpieczeniem odpowiedniej ilości. Można go rozwiązać posiadaniem odpowiednio dużych zbiorników, wystarczających na przykład na półtora lub nawet na dwa sezony. Wtedy zawsze będziemy mieli odpowiedni bufor.

Nadal można też jeszcze palić ekogroszkiem, więc samowystarczalność energetyczna w tym przypadku jest w sumie dość prosta. Potrzebujemy odpowiednio dużej przestrzeni do składowania zapasu tegoż ekogroszku, który tak na marginesie z „eko” nie ma wiele wspólnego, bo to i tak węgiel. Trzeba jednak przyznać, że piece wykorzystujące ten rodzaj paliwa potrafią być bardzo efektywne przy odpowiedniej jakości surowca opałowego (z tym bywa niestety różnie). Zazwyczaj jednak posiadają podajnik ślimakowy, odpowiedni programator i wszystko to chodzi niestety na prąd, że nie wspomnimy o nadmuchu na palenisko. W całym układzie będzie też pewnie pompka wymuszająca obieg ciepłej wody, gdyż systemy grawitacyjne mało kto dziś buduje i znów okazuje się, że by być samowystarczalnym w obszarze ogrzewania mamy pod górkę i bez prądu może być na palenisku ciemno i zimno.

Niestety, jeśli chcemy być samowystarczalni pod względem ogrzewania, to najpewniejszy będzie zwykły kocioł, w którym spalimy i drewno i węgiel, czyli w sumie wracamy do chaty w Bieszczadach. Dodatkowo powinien on być wpięty w układ, w którym do jego poprawnego działania potrzebna będzie jedynie stara dobra grawitacja.

Taki kocioł grzewczy wcale nie musi być największym złem ekologicznym tego świata, jeśli będziemy przeprowadzać odpowiednie spalanie. Tego niestety nigdzie nie uczą, co widać po niektórych osiedlach domków jednorodzinnych. Kluczowa tutaj jest odpowiednia wentylacja (cug) no i metoda spalania górnego, czyli zasypujemy kocioł paliwem i rozpalamy go od góry tak, by możliwie dużo substancji szkodliwych było dopalanych w wysokiej temperaturze.

Śmierdzący dym powstaje zazwyczaj wtedy, gdy kocioł taki rozpalamy od dołu, czyli mamy go zasypanego drewnem i węglem i próbujemy to wszystko rozpalić na dole lub gdy na już rozpalony ogień wrzucimy więcej paliwa. Jeśli będzie to mokre drewno albo węgiel, który zdusi ogień, to „dymówa” gwarantowana.

Historie o paleniu śmieciami trzeba w dużej mierze schować między bajki. Oczywiście dobrze sprzedają się one w telewizji, ale opowiadać takie rzeczy mogą jedynie ludzie, którzy w piecu nigdy nie palili. Jeśli mamy tęgą zimę, minus piętnaście lub dwadzieścia stopni na dworze, to w kotle cały czas musi być ogień, by w domu był ciepło. Siatka plastiku z codziennych odpadków spali się w kilka minut i wtedy w piecu robi się ciemno.

Przy mocnym mrozie w zwykłym piecu muszą być „kalorie” i to te „dobre”, a te biorą się z węgla i drewna. Śmieciami zimą byłoby bardzo trudno palić, by zachować ciepło w kaloryferach. Oczywiście zdarzają się i takie skrajne przypadki, ale zamiast od razu demonizować, może warto zastanowić się, czy po prostu nie mamy do czynienia z biednymi ludźmi, którzy próbują przetrwać i ratują się czym się da. Może warto takim ludziom pomóc, a nie ze świętym oburzeniem dzwonić na alert smogowy?

Blackout. Co to jest, kiedy nam grozi.

dom samowystarczalny elektrycznie

Dom samowystarczalny elektrycznie

Temat samowystarczalności elektrycznej poruszyliśmy już siłą rzeczy przy opisywania elementów elektrycznego układu grzewczego, więc nie będziemy tutaj ponownie opisywać systemu z panelami, wiatrakiem i akumulatorami. Chcielibyśmy jednak zwrócić uwagę na dodatkowe aspekty tej układanki, o których wcześniej nie wspominaliśmy.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że dach obklejony panelami wcale nie musi świadczyć o samowystarczalności energetycznej domu. Jest wprost przeciwnie. W znakomitej większości przypadków prąd produkowany przez panele (gdy świeci słońce) trafia do sieci energetycznej, a my dalej korzystamy z tego, co „płynie” z elektrowni. By panele, które i tak trzeba by połączyć z jakimś dodatkowym wiatrakiem, zdawały egzamin, potrzebowalibyśmy jakiegoś magazynu energii. Tego brakuje w większości instalacji. Oczywiście skonstruowanie takiego systemu jest możliwe do zrobienia i nawet nie będzie jakoś horrendalnie drogie (poza akumulatorami), ale kto by o tym w dobrych czasach myślał? O konieczności samodzielnego nadzorowania, zarządzania i reperowania już wspominaliśmy.

Jakby tego wszystkiego było mało, to dochodzi nam tutaj kolejny kłopotliwy element. Sam odbiór prądu przez naszą sieć już teraz jest problematyczny i pracownicy energetyki muszą się nieźle nagimnastykować, by to wszystko zaczęło działać. Nazbyt popędliwych pragnę uspokoić, że nie ma co się gorączkować i pomstować. Po prostu cała nasza sieć krajowa i jej komponenty składowe nie były projektowane pod tego typu funkcjonowanie i niestety nie zawsze działa to tak, jak powinno. By można było mówić o nowoczesnym systemie elektrycznym potrzeba zmian na szczeblu krajowym i ogromnych inwestycji. Na to potrzeba będzie czasu.

Alternatywą dla prądu z sieci są oczywiście generatory, ale by mogły one pracować przez dłuższy czas, powinny być dobrej jakości, a ta niestety kosztuje. W takim przypadku poza samym generatorem powinniśmy mieć oczywiście zapas paliwa, smarów, części eksploatacyjnych i przede wszystkim wiedzę jak obsłużyć urządzenie. Dobrą praktyką przy generatorach powinno być również ich czasowe uruchamianie i sprawdzanie funkcjonowania całego systemu. Dla wielu może to być nazbyt kłopotliwe.

Blackout. Jak się przygotować. Lista mus have.

Plan B i zmniejszone oczekiwania drogą do samowystarczalności energetycznej domu?

Niestety w obecnej sytuacji wydaje się, że powinniśmy zmniejszyć swoje oczekiwania i skupić się na podstawach. W domu ma być ciepło, ale nie gorąco oraz niekoniecznie widno (chodzimy spać z kurami) i niekoniecznie wszystkie sprzęty elektryczne mają hulać z pełną mocą.

Z pobieżnych analiz wynika nam jasno, że dom samowystarczalny elektrycznie to może nie być taka prosta sprawa. Warto zatem mieć plan B i alternatywne, sprawdzane regularnie i gotowe do użycia źródło energii cieplnej i elektrycznej. Tutaj znów sprowadzimy wszystko do absolutnych podstaw. Zimą jest zimno i jedzenie będzie jak przechować. Studencie w akademikach opanowali paten z pokarmem za oknem do perfekcji. Netflix i Instagram nie są niezbędne, więc energia na korzystanie z takich „gadżetów” nie powinna być kalkulowana na trudne czasy, w jakich się znajdujemy.

Skoro jesteśmy przy podstawach, to warto wyjść na krótki akapit poza główne ramy tego tekstu i nadmienić, że ludzie potrzebują stałego dostępu do wody. Często o tym zapominamy. Nasz plan samowystarczalności energetycznej powinien uwzględniać własne źródło wody, którą będziemy musieli jakoś albo czerpać (pompa ręczna bądź elektryczna), albo przechowywać (zbiornik podziemny) i następnie filtrować, by była zdatna do spożycia. Wszystkie te czynności łatwiej będzie można wykonać przy pomocy urządzeń elektrycznych i te warto uwzględnić w kalkulacjach.

Nasze wyliczenia co do zapotrzebowania na prąd powinniśmy bazować właśnie na takich minimalistycznych kryteriach. Dopiero gdy najbardziej fundamentalne podstawy energetyczne będą zabezpieczone, powinniśmy rozważać, co jeszcze moglibyśmy podłączyć do źródła energii elektrycznej bez nadmiernego obciążania układu. Decyzje co by to miało być, każdy powinien podjąć sam, gdyż nikt tak dobrze nie wie, czego potrzebujemy i co możemy, jak my sami. Wszyscy mamy różne potrzeby, wymagania i żyjemy w różnych zakątkach kraju, a być może i świata, więc nie ma jednego idealnego rozwiązania.

Program samowystarczalność energetyczna

Na stronach rządowych Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej cały czas widnieje program Samowystarczalność Energetyczna, ale niestety ma dopisek „Program w trakcie opracowywania.” Trudno więc powiedzieć cokolwiek więcej na jego temat. Nie jest to jednak jedyne źródło możliwego finansowania poprawy samowystarczalności energetycznej w naszym kraju.

Warto poszukać wśród dostępnych programów i być może uda się pozyskać dodatkowe środki na wymarzony dom, który nie dość, że będzie piękny, to dodatkowo będzie samowystarczalny energetycznie. Pomocne mogą okazać się tutaj zwłaszcza programy przygotowywane przez Unię Europejską, która szczególnie wysoki nacisk kładzie na zieloną energię.

Jeśli nasza wizja samowystarczalności wpisze się w ten trend, to szansa na pozyskanie pieniędzy drastycznie wzrasta. By sobie pomóc, zawsze możemy również poszukać specjalistów, którzy zajmują się pozyskiwaniem takich funduszy i tym samym zwiększyć swoje szanse.

Samowystarczalność energetyczna Polski

Skoro omówiliśmy już samowystarczalność energetyczną domu, to założywszy, że Polska jest takim naszym wspólnym, dużym domem, możemy zerknąć również i na ten aspekt przygotowań. Niestety nie mamy dobrych wieści. Polska nie jest samowystarczalna energetycznie i raczej w możliwej do przewidzenia przyszłości nie będzie.

Nie mamy dużych górskich rzek jak Norwegowie, by czerpać energię z hydroelektrownie. Nie mamy też w wystarczających ilościach znajdujących się na terytorium kraju zasobów gazu, ropy i węgla, które byłyby dodatkowo łatwe do eksploatacji. Nie mamy też złóż uranu, z którego moglibyśmy produkować paliwo do elektrowni jądrowych, że o samej technologii elektrowni nie wspomnimy, a o tokamakach nawet nie pomarzymy.

Polska to również nie jest Teksas, w którym można postawić hektary paneli fotowoltaicznych i pola wiatraków, które nie dość, że będą generować prąd, to jeszcze nie będą nikomu na pustkowiach przeszkadzać (choć z tym trzeba uważać, bo ostatnia zima w USA pokazała, ze „eko” energia średnio sobie radzi, gdy matka natura da do wiwatu).

Generalnie w którą stronę byśmy nie chcieli pójść, to sytuacja nie wygląda dobrze. Na szczęście nie jest też tak źle, jakby się wydawało. Jeśli połączymy po trochu wszystkie powyższe źródła, to może się okazać, że Polska jest w stanie pozyskać taki mix energetyczny, który zapewni nam bardzo wysoki poziom bezpieczeństwa, nawet w trudnych okolicznościach. Niestety jeszcze nie jesteśmy na tym etapie i przed nami sporo pracy. Wydaje się jednak, że wojna za naszą wschodnią granicą może być pewnym otrzeźwieniem dla całej klasy politycznej i może uda się naprowadzić Polskę na dobre tory.

Jak gotować bez prądu. Poradnik na Blackout

samowystarczalność

Podsumowując, samowystarczalność jest możliwa, ale na pewno nie jest prosta

Samowystarczalność energetyczna domu to temat rzeka. My zaledwie podrapaliśmy go po powierzchni i wskazaliśmy obszary, na które warto zwrócić uwagę. Z pewnością wszystkiego nie opisaliśmy. Nie zagłębialiśmy się też w poszczególne układy pozwalające np. „dostosować” prąd z paneli fotowoltaicznych, czy też wiatraków do parametrów, jakie są oczekiwane przez urządzenia wpinane do gniazdek w ścianie.

Grzebiąc przy prądzie musimy być też solidnie zabezpieczenie na wszelkiej maści zwarcia, przepięcia i skoki napięcia, a że łatwo o pożar, lepiej by projektował to ktoś, kto się na tym zna. Przeczytanie paru poradników w sieci raczej nie będzie wystarczające do samodzielnego przygotowania takiej instalacji.

W przypadku energii cieplnej sytuacja jest nieco łatwiejsza, zwłaszcza jeśli jesteśmy dopiero na etapie projektowania domu. Gdy chałupa już stoi, a nie pomyśleliśmy o tym zawczasu, konieczne będą przebudowy, by maksymalnie zoptymalizować system, a „to nie są tanie rzeczy”. Z drugiej strony nie ma co się załamywać i zniechęcać. Do problemu trzeba podejść na spokojnie i z głową oraz realizować go etapami mając w pamięci długofalowe korzyści płynące z samowystarczalności energetycznej domu.

Sprawdź najnowsze promocje na Blackout.


Krzsztof Kuska autor combat.pl

Krzysztof Kuska

Od małego bardziej lubił Q niż Bonda. Jak dorósł nic się nie zmieniło. Tylko zabawki podrożały...


napisz do nas