Krzesiwo to ważna rzecz w życiu każdego miłośnika survivalu i bushcraftu. Dlaczego? Ano dlatego, że pomaga rozpalić ogień. A ogień to podstawa sztuki przetrwania i bytowania w dziczy. Pozwala się ogrzać, wysuszyć, coś ugotować, wysterylizować wodę itd. Ale korzystanie z krzesiwa może być kłopotliwe nawet dla doświadczonych obieżyświatów. Dlatego w tym poradniku odpowiemy na pytanie, jak używać krzesiwa tak, by ogień zapłonął nawet w trudniejszych warunkach.

mężczyzna krzeszący ogień

Spis treści:
1. Jak używać krzesiwa? Zacznijmy od podstaw
2. Jak używać krzesiwa? Rozpalanie ognia w kilku krokach
3. Rozpałka – rzecz równie ważna, jak krzesiwo
4. Jak nie używać krzesiwa, czyli słowo o ogniu i BHP
5. Zakończenie

Jak używać krzesiwa? Zacznijmy od podstaw

Krzesiwo to nic innego, jak narzędzie służąco do krzesania i rozpalania ognia. To wie pewnie każde dziecko. Tradycyjnie był to odpowiednio uformowany kawał wysokowęglowej stali. Instrukcja obsługi była tu prosta - żelastwo pocierano o jakąś twardą skałę (np. krzemień), a strumień powstałych w wyniku tego zabiegu iskier kierowano na hubkę, czyli jakiś łatwopalny materiał.

Krzesiwa ferrocerowe

Współczesne krzesiwa wykonuje się z ferroceru, czyli stopu żelaza i ceru, zazwyczaj dodatkowo wzbogaconego o lantan, neodym, prazeodym lub magnez. Zasadniczo metoda „pracy” z krzesiwem nie zmieniła się od wieków. Jedyną różnicą jest to, że obecnie producenci do swoich wyrobów nie dołączają już krzemienia. Zastąpiły je iskrowniki.

Krzesiwa magnezowe – jak to działa?

Na rynku możemy także znaleźć krzesiwa magnezowe. Stanowią one modyfikacje wyżej opisanych „ferrocerów”. Już sama nazwa sugeruje, do czego sprowadza się ta modyfikacja – ten typ krzesiw wyposażono w dodatkowy pręt magnezowy. Pomysł jest prosty: na podpałkę zeskrobujemy odrobinę wysoce łatwopalnego magnezu, a na wióry kierujemy strumień wykrzesanych iskier. Dwa, trzy ruchy iskrownika i wszystko zaczyna się pięknie fajczyć. W survivalowo-bushcraftowej społeczności krzesiwa te mają opinię niezawodnych i praktycznych. Z racji na właściwości magnezu umożliwiają rozpalenie ogniska nawet w trudniejszych warunkach.

Jak używać krzesiwa? Rozpalanie ognia w kilku krokach

krzesanie ognia

Każdy adept sztuki survivalu lub bushcraftu powinien wiedzieć, jak posłużyć się krzesiwem. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – narzędzie umożliwi rozpalenie ognia nawet w bardzo niesprzyjających warunkach. Wokół może wiać, może zacinać deszcz i sypać mokry śnieg, a krzesiwo i tak „zaiskrzy”. I choć nie jest tak wygodne jak zapalniczka, to ta niezawodność każe nam mieć je zawsze w plecaku. Krzesiwo jest przy tym zaskakująco żywotne – pojedyncza sztuka pozwala nawet na kilka tysięcy skrzesań.

Skoro wiemy już, co wpływa na popularność tego narzędzia, odpowiedzmy wreszcie na pytanie, jak używać krzesiwa. Musimy pamiętać, że kluczową rolę odgrywają tu iskry. By ognisko zapłonęło, te rozgrzane do 3000°C drobiny metalu muszą paść na coś, co się po prostu zapali. To coś nazywamy rozpałką.

Nim jednak o nich wspomnimy, przyjrzyjmy się technice krzesania.

Jak używać krzesiwa, czyli dwa słowa o technice krzesania

Jak używać krzesiwa, aby rozpalanie przebiegło szybko i sprawnie? Zasadniczo możemy wyróżnić dwie metody „pracy” z tym narzędziem. Pierwsza, dla mnie ciut prostsza i bardziej intuicyjna, każe przyłożyć krzesiwo do podpałki pod kątem powiedzmy 45° i energicznie uderzać w nie iskrownikiem. Iskry powinny paść na przygotowany zawczasu materiał i podpalić go.

Możemy też odwrócić sytuację i pracować krzesiwem. Sprawy mają się tu podobnie jak wyżej – przykładamy iskrownik do rozpałki pod kątem circa 45°, unieruchamiamy go (na przykład poprzez ułożenie na gałęzi) i działamy. Nasze ruchy powinny być energiczne i szybkie, a krzesiwo powinno poruszać się z góry na dół.

Iskrownik

Dwa słowa o iskrowniku. Pamiętajmy, że nie jesteśmy skazani na tę blaszkę, którą producenci dołączają do krzesiwa. Możemy tu śmiało używać różnych przedmiotów, na przykład noży, byle były twardsze od samego krzesiwa i miały chropowatą lub ostrą krawędź.

A propos krzesania nożem. Sięgając po niego pamiętajcie, że odrywające się od pręta iskry z łatwością wtopią się w klingę i wyszczerbią ostrze. Chcąc tego uniknąć, krzeszcie grzbietem głowni. Jeśli profil grzbietu nie pozwala na krzesanie, jest na przykład obły, zmodyfikujcie go (spiłujcie, dajmy na to).

Zastanawiacie się, kim jest preppers? Rzućcie okiem!

Rozpałka – rzecz równie ważna, jak krzesiwo

kora brzozy

Rozpałki możemy podzielić na dwie kategorie – naturalne i sztuczne. Nim bliżej je omówimy, pozwolę sobie na ogólniejszą uwagę. Sprawą zupełnie kluczową jest to, by nasza rozpałka była tak sucha, jak to tylko możliwe. Inaczej po prostu się nie zajmie. Chcąc ochronić ją przed wilgocią umieśćmy ją w najszczelniejszym miejscu plecaka, w wewnętrznej kieszeni bluzy albo kurtki lub, co rekomenduję, w specjalnym survivalowym niezbędniku.

A czym taki niezbędnik jest? Może to być na przykład hermetyczna puszka, w której umieścimy kilka arcyważnych rzeczy, m. in. zapalniczkę, haczyki na ryby, koc termiczny, nożyk, kompas, tabletki do uzdatniania wody i właśnie krzesiwo z rozpałką. Dzięki temu będziemy mieć gwarancję, że w kryzysowej sytuacji na podorędziu będziemy mieli materiał suchy i gotowy do użytku.

Rozpałki naturalne

Czas na krótką charakterystykę rozpałek. Zacznijmy od naturalnych – łatwiej je zdobyć, nic nie kosztują, no i możemy się o nie postarać nawet w sytuacji awaryjnej, gdy innych opcji po prostu nie będzie. W dziczy o hubkę nie trudno, jeśli tylko wiemy, czego szukać. Najlepszą opcją – sprawdzoną i polecaną na każdym kursie survivalu i w każdej książce o sztuce przetrwania – jest brzozowa kora. Chcąc użyć jej jako rozpałki możemy uciec się do starej, harcerskiej sztuczki – poskrobmy po powierzchni fragmentu kory nożem, a uzyskany w ten sposób białawy proszek usypmy na jego środku i podpalmy krzesiwem.

Możemy też sięgnąć po tzw. smolną szczapę, czyli nasączony żywicą kawałek jakiegoś iglaka. Już kilka lub kilkanaście wiórów powinno pięknie się palić. Bogate w żywice drewno znajdziemy w gałęziach rosnących tuż nad ziemią. Powinny mieć przynajmniej 5 do 7 centymetrów. Po ścięciu przyjrzyjmy się, czy ilość żywicy nas satysfakcjonuje – zedrzyjmy korę i uważnie zlustrujmy obnażone drewno. Jeśli jest ono zabarwione na czerwono, lepkie i jeśli pachnie żywicą, mamy pewność, że znaleźliśmy to, czego szukaliśmy.

Prócz brzozowej kory i szczapek możemy też sięgnąć po wysuszone na wiór drzazgi, puch pałek wodnych lub dmuchawców, żywicę lub suche szczyty traw.

A jak rąbać drewno?

Rozpałki sztuczne

Co tu dużo mówić – sztuczne rozpałki palą się pięknie i zajmują szybko. Do naszej „puszki przetrwania” (nie mylić z puszką Pandory) wrzućmy więc kłębek waty, kilka wacików, chusteczkę higieniczną (przyda się również w innych sytuacjach) lub tampon – ten można dodatkowo nasączyć palną substancją.

Jak nie używać krzesiwa, czyli słowo o ogniu i BHP

palenisko

Na naszym blogu znajdziecie artykuł o tym, jak bezpiecznie palić ognisko. Dlatego, nie chcąc się powtarzać, tylko wspomnę o kilku elementarnych sprawach, czyli o, dość zresztą intuicyjnym „ogniskowym” BHP. Oto i ono.

Jeśli udało się nam znaleźć miejsce dogodne, czyli takie, w którym możemy legalnie biwakować i rozpalić ognisko, pamiętajmy, by nie przesadzać. Nie znośmy więc mnóstwa opału i nie urządzajmy jakiegoś infernalnego spektaklu. Dlaczego? Po pierwsze duży płomień zazwyczaj nie jest nam do niczego potrzebny. Wodę podgrzejemy na małym, kiełbaskę też upieczemy. Po drugie nad dużym płomieniem trudniej zapanować – bucha on żarem i sypie iskrami, od których sucha ściółka może się zająć w mig. No i mogą one uszkodzić nasz ekwipunek. Po trzecie takie ognisko pożera znaczne ilości opału. A ten trzeba przecież znaleźć i zataszczyć do obozowiska. Nie zawsze jest to proste.

Podsumowując, rozpalając ogień usuńmy z otoczenia paleniska ściółkę. Pamiętajmy o tym zwłaszcza, gdy jest sucho. Obłóżmy je także kamieniami, o ile jakieś w pobliżu znajdziemy.

Pamiętajmy też, że zawsze musimy być gotowi na awaryjne gaszenie. Jeśli sprawy wymkną się spod kontroli, na przykład coś w okolicy paleniska stanie w płomieniach, sięgamy po przygotowaną zawczasu wodę lub piach i natychmiast staramy się stłumić ogień. No i miejmy przy sobie telefon, i to „pracujący”, czyli naładowany i z zasięgiem. W razie nieszczęśliwego wypadku sięgnijmy po niego i wezwijmy wsparcie.

A co do krzesiwa…

A jak będziemy krzesać, to uważajmy na iskry – wspominałem już, że są bardzo gorące. Mogą uszkodzić naszą odzież, buty, elementy wyposażenia, no i nasze ciało. Osłońmy się też od wiatru. Jeśli tego nie zrobimy, możemy krzesać i krzesać, a podpałka zostanie nietknięta. Niesione podmuchem iskry ulecą gdzieś hen, za góry i doliny.

Zakończenie

I tu kończy się ten poradnik. Mam nadzieję, że okaże się dla Was pożyteczny. A jeśli szukacie krzesiw, rzućcie okiem na naszą ofertę.

Do zobaczenia na szlaku!


autor jakub buźniak

Jakub Buźniak

Pasjonat historii, geopolityki i, w mniejszym stopniu, wojskowości. Dużo czyta, czasem trochę myśli. O swoim prywatnym życiu nie będzie pisał, bo ma świadomość, że nikogo takie wynurzenia nie interesują.


napisz do nas