Dostać w zęby nie jest wielką sztuką. Unikać podobnych przygód już tak łatwo nie jest. W tym poradniku powiem, jak zwiększyć szansę na bezpieczny powrót do domu. Zacznę od sformułowania czterech elementarnych zasad samoobrony. Następnie przyjrzę się narzędziom, które przydadzą się, gdy już wpadniemy w opały – różnym gazom, pałkom i innym kubotanom. Wspomnę nie tylko o ich zaletach, ale i wadach. Do rzeczy.

Spis treści:
1. Na początek elementarz, czyli cztery zasady samoobrony
2. A jak się bronić, to czym? – przegląd narzędzi do samoobrony
3. Dwa słowa o zdrowym rozsądku
4. Co to jest prawo do obrony koniecznej?

zakapturzny mężczyzna na deszczu w nocy

Na początek elementarz, czyli cztery zasady samoobrony

Przygotowując się do napisania artykułu uznałem, że temat samoobrony warto zacząć od czegoś zupełnie prostego, konkretnego i w punkt. Najlepiej od listy kilku zasad, pryncypiów, które zrozumie i zastosuje nawet ktoś zupełnie z zagadnieniem niezaznajomiony. Pogrzebałem w sieci i już po chwili znalazłem listę czterech praktyk zwiększających szansę na wykaraskanie się z różnych nieprzyjemnych sytuacji. Stworzył ją Jarosław Rogowski, doświadczony instruktor Krav Magi, szkolący m.in. żołnierzy sił specjalnych. Referencje niczego sobie, więc jego rady prezentuję w tylko odrobinę zmienionej postaci. Ewentualne słowa uznania należą się naturalnie twórcy.

Miej oczy otwarte

Sprawa pierwsza i najważniejsza – bądź uważny. Po pierwsze wychodząc po zmroku unikaj miejsc cieszących się złą sławą. Planuj trasę tak, by przebiegała dobrze oświetlonymi ulicami, a omijała różne zakamarki, uliczki, parki, skwerki. Trzymaj się też z daleka od niebezpiecznych rejonów miasta. Wiadoma sprawa, czasem wyjścia nie ma i trzeba się w takie rewiry zapuścić. Zasada pozostaje jednak zasadą.

Po drugie wyjmij z uszu słuchawki, oderwij wzrok od ekranu telefonu. Rozglądaj się, obserwuj otoczenie, analizuj i szacuj ryzyko. Jeśli zarejestrujesz coś podejrzanego – grupę „przyjemniaczków” obsiadającą parkową ławkę, pijackie wrzaski lub wyrykiwane klubowe hasła – oddal się czym prędzej. A może sądzisz, że „honor” na to nie pozwala? Niejeden sztywniak z kostnicy też tak uważał.

Podsumowując – samoobrona to w niemałej części minimalizowanie ryzyka. Lepiej zapobiegać, niż mierzyć się później z przykrymi konsekwencjami nieuwagi.

(Prawie) nigdy się nie mieszaj

Oto druga zasada samoobrony – jeśli jesteś świadkiem niebezpiecznego zdarzenia, które bezpośrednio nie dotyczy Ciebie lub Twoich bliskich i widzisz, że nic nie wskórasz, że nie pomożesz zaatakowanemu, oddal się czym prędzej. Jak to?! – wykrzyknie teraz niejedna i niejeden. Tak uciekać, rejterować? Toż to zwykłe tchórzostwo.

Otóż nie. Z tchórzostwem mamy do czynienia, gdy podwija ogon ten, który może realnie pomóc, może poprawić położenie zaatakowanego. Jeśli takiej pewności nie ma, rozsądek każe się wycofać i organizować pomoc – zadzwonić po policję albo skrzyknąć kilku ludzi, by ruszyć z odsieczą. Może oczywiście być tak, że jesteś wytrawnym „fajterem” i sądzisz, że sobie poradzisz. Wtedy droga wolna, możesz pechowca ratować z opresji.

Jeśli to kogoś nie przekonuje, to przeprowadźmy krótki eksperyment myślowy. Oto widzę trzech drabów przyciskających do muru jakiegoś chucherkowatego nieszczęśnika. Rodzi się we mnie pragnienie udzielenia bliźniemu pomocy, a nasączony adrenaliną mózg krzyczy „tak jest, dowal tym dupkom!”. Wchodzę więc do akcji i już chwilę później leżę na bruku z rozkwaszonym nosem. Tuż obok leży chucherko. Moja ułańska brawura sprawia, że jesteśmy obaj w tarapatach i pewnie zbierzemy po gębie. A mogłem teraz biegać i prosić przechodniów o pomoc (inną sprawą jest skuteczność takich prób), „grać larum”, dzwonić na policję. Robić cokolwiek. A tak leżę i dostaję w skórę.

Zawsze negocjuj

Trzecia zasada samoobrony – zawsze negocjuj. Co to znaczy? Staraj się rozwiązać konflikt zanim dojdzie do rękoczynów. Rozmawiaj, przepraszaj, mów, że nie masz i nie chcesz mieć z tym nic wspólnego. Zmyj się, gdy tylko pojawi się sposobność.

Takie rozegranie sytuacji nie zawsze jest oczywiście możliwe. Ale jeśli jest choćby cień szansy, to należy z niej skorzystać. Dlaczego? Znów wraca nasz refren, czyli minimalizowanie ryzyka. Lepiej chyba przełknąć gorzką pigułkę – unieść ręce, przeprosić i wycofać się chyłkiem – niż rzucać na szalę życie i zdrowie. Gra jest po prostu nie warta świeczki. Nawet jeśli jesteś mistrzem sztuk walk wszelakich, możesz mieć gorszy dzień. Albo zwykłego pecha.

dwóch walczących mężczyzn

Walcz do końca, ale tylko w ostateczności

Ostatnia zasada nie dotyczy prewencji, ale samoobrony sensu stricto. Przyparty do muru nie będziesz miał wyjścia, będziesz musiał się bić. W takim wypadku najlepiej sięgnąć po jakiś „sprzęt” (tu jednak ostrożnie! – niżej jeszcze o tym wspomnę): gaz pieprzowy, pałkę teleskopową, paralizator, broń palną (choć wszyscy wiemy jak nad Wisłą wygląda sprawa jej dostępności). Możesz, a nawet powinieneś, improwizować, wykorzystać wszystko, co masz pod ręką – butelki, klucze, telefon, kamień, co bądź. Jednym słowem sięgnij po to, co zwiększy szanse na wyjście z tego ambarasu cało.

Pamiętaj, że do dyspozycji masz coś jeszcze – własne ciało. I nie chodzi mi wyłącznie o pięści, piszczele, łokcie i kolana. Gdy ktoś zagrozi życiu Twojemu lub Twoich najbliższych, możesz być zmuszony „pójść na całość”, pozbyć się naturalnych zahamowani i gryźć, pluć, drapać, wsadzać palce w oczy, zgniatać tchawicę, miażdżyć jądra.

To nie żarty. Wystarczy choćby pobieżnie zapoznać się np. z Krav Magą, by uzmysłowić sobie, że bronią może być wszystko i że uderza się tam, gdzie najbardziej boli. Tym samoobrona różni się od sztuk walki. Te ostatnie pozwalają atakować wyłącznie określone sfery używając do tego takiego, a nie innego repertuaru technik. Samoobrona nie narzuca takich ograniczeń. Może przecież być walką o życie.

A jak się bronić, to czym? – przegląd narzędzi do samoobrony

gaz pieprzowy trzymany przez kobietę

Rzućmy teraz okiem na najpopularniejsze akcesoria do samoobrony.

Gaz pieprzowy – samoobrona w sprayu

Taki gaz ma wiele zalet – pojemniczek w którym się znajduje jest zwykle niewielki i lekki, bez problemu zmieści się w kieszeni lub torebce. Jest przy tym dość skuteczny – napastnik, potraktowany np. 10% roztworem kapsaicyny, już po kilku chwilach zaczyna wyć, trzeć oczy i miotać się bezładnie. Ty zaś dajesz nogę. Gazy pieprzowe są łatwo dostępne, tanie, możesz je swobodnie posiadać i przenosić. Nie czynią też porażonemu większej krzywdy. A to istotna okoliczność, jeśli nie chcesz przesiedzieć kilku latek w ciupie.

Paralizator – samoobrona szokująco skuteczna

Paralizator – podobnie jak gaz – jest w pełni legalny dla osób pełnoletnich, kompaktowy i skuteczny. Wytwarzany przez urządzenie prąd wnika w ludzkie ciało, powodując skurcze mięśni, ból a finalnie dezorientację. I o to chodzi.

Dwa słowa o wadach urządzenia. Można twierdzić, że paralizator po upuszczeniu lub wyrwaniu zostanie użyty przeciwko właścicielowi. Ale ta uwaga tyczy się w zasadzie każdego narzędzia do samoobrony. Kolejna uwaga – paralizator może zrobić napastnikowi poważną, a niezamierzoną krzywdę. Jeśli ktoś choruje na serce, to przepuszczenie przez jego ciało 200000 V będzie mieć raczej przykre konsekwencje.

Kubotan – narzędzie do samoobrony wprost z dalekiej Japonii

Kubotan to niewielki, mierzący zwykle od 10 do 15 cm długości, walec wykonany z metalu lub tworzywa sztucznego. Tępo zakończone, lekko wypukłe końce służą, jak łatwo się domyślić, do uderzania w witalne punkty ciała.

Kubotan (lub długopis taktyczny) ma swoje ewidentne zalety – jest niewielki i niepozorny, do tego tani. Pamiętaj jednak, że samo jego posiadanie niczego nie załatwia. Chcąc skutecznie władać kubotanem musisz wiedzieć gdzie i jak uderzać. Mówiąc wprost, musisz sporo ćwiczyć.

Samoobrona pałką, czyli wybij to draniowi z głowy

Tu żarty się kończą. Pałka, czy to teleskopowa czy tonfa, to niebezpieczna, choć legalna broń. W zasadzie może pozbawić życia jednym uderzeniem.

To nie wszystko. Wyciągając pałkę musisz być przygotowany, że napastnik też sięgnie po jakiś „sprzęt”. Słowem, rozłożenie „teleskopu” może doprowadzić do gwałtownej eskalacji agresji i zwykła szarpanina przerodzi się w mgnieniu oka w krwawą jatkę. Dobrze więc przemyśl taki krok.

cień dwóch walczących osób

Samoobrona nożem

Nóż to rzecz jeszcze poważniejsza. W bliskim dystansie jest to śmiercionośne narzędzie, groźniejsze nawet od broni palnej.

Ale uwaga! Po pierwsze nóż, podobnie jak pałka, może doprowadzić do gwałtownego zaognienia sprawy. Wyciągając ostrze musisz więc być gotowy, by go użyć i walczyć nawet na śmierć i życie. Nie muszę chyba mówić, z jakim stresem się to wiąże. Po drugie z nożem w ręku łatwo przekroczyć granicę obrony koniecznej – nawet lekki, nieopatrzny cios może być śmiertelny.

Gazówka, czyli gra pozorów

Taki pistolecik to w zasadzie miotacz gazu, tylko kształtem przypominający broń palną. Prócz wszystkich zalet pieprzowego sprayu ma i tę, że napastnik może łatwo pomylić gazówkę z ostrą pukawką i nieco spuścić z tonu. A to daje Ci sporą przewagę. A nawet jak się połapie, to zawsze zdążysz uraczyć drania porcją gryzącego aerozolu.

Kryje się tu jednak pewien szkopuł – gazówki użyjesz tylko wtedy, gdy uda Ci się jej dobyć. A na to nie zawsze jest czas. Wyobraź sobie sytuację, w której ktoś nagle wypada z jakiejś ciemnej dziury i staje z Tobą oko w oko. Sięgając po broń, odbezpieczając ją i celując dajesz mu sporo czasu na reakcję.

Muszka i cyngiel, czyli samoobrona z bronią palną

Przejdźmy do ostrej broni. Tego, że zapewni Ci dużą przewagę nie muszę chyba powtarzać. Podobnie jak w przypadku gazówki, wyciągnięty z zanadrza pistolet najprawdopodobniej zmrozi przeciwnika, dając Ci czas na oddalenie się lub wezwanie pomocy. Pamiętaj jednak o dystansie. No i naszym wspaniałym prawie – z bronią w ręku bardzo łatwo przekroczyć granicę obrony koniecznej.

Pamiętaj, że broń palna to jedno z droższych narzędzi do samoobrony. Zdobycie pozwolenia na jej posiadanie nie jest może i trudne, ale na pewno czasochłonne. Nim dostaniesz „kwity”, sporo się nabiegasz, nastrzelasz (to akurat całkiem przyjemny obowiązek) i nawypełniasz przeróżnych formularzy.

Alternatywą jest broń czarnoprochowa. Tę możesz posiadać bez zezwolenia.

Dwa słowa o zdrowym rozsądku

Mężczyzna grożący pięścią

Niezależnie po jaką broń sięgniesz, pamiętaj, że nawet najlepsze narzędzie do samoobrony nie zastąpi zdrowego rozsądku i dobrych nawyków. Miej więc oczy otwarte, planuj działania i minimalizuj ryzyko. A jak już przyjdzie co do czego, to nie zgrywaj bohatera, tylko zwyczajnie bierz nogi za pas. No chyba że wyjścia nie ma i konfrontacja jest nieuchronna. Ale nawet wtedy szukaj pierwszej okazji, by uciec i bezpiecznie wrócić do domu.

Co to jest prawo do obrony koniecznej?

A teraz przyjrzyjmy się prawu do obrony koniecznej. Spokojnie, prawniczą mowę-trawę ograniczę do niezbędnego minimum. Nie będę Cię bombardował tymi wszystkimi artykułami, paragrafami i ustępami. Aby całą sprawę uczynić nieco jaśniejszą, wywód zilustruję przykładami.

Obrona konieczna w polskim prawie karnym

W polskim prawie karnym obrona konieczna jest rozumiana jako odparcie zamachu na chronione prawem dobro. Słowem jest to obrona majątku lub życia Twojego i Twoich bliskich.

Pamiętaj, że prawo do obrony koniecznej przysługuje Ci, jeśli zamach jest bezprawny, bezpośredni i rzeczywisty. Zamach jest bezprawny, gdy – uwaga! – jest sprzeczny z obowiązującym prawem; jest bezpośredni, gdy tu i teraz zagraża jakiemuś z Twoich dóbr – nie możesz więc stosować obrony koniecznej prewencyjnie (przed zamachem) lub post factum (gdy zagrożenie zniknie); a rzeczywisty, jeśli faktycznie ma miejsce i nie jest urojeniem lub błędną interpretacją czyjegoś zachowania.

Kiedy przekraczasz granicę obrony koniecznej?

Zakres obrony koniecznej w Polsce reguluje Kodeks karny z 1997 roku. W artykule 25 tego dokumentu przeczytasz m.in., że:

W razie przekroczenia granic obrony koniecznej, w szczególności gdy sprawca zastosował sposób obrony niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia.

Kluczową sprawą jest zatem niewspółmierność, nazywana też ekscesem. Prawo wyróżnia tu dwa rodzaje nadużyć. Po pierwsze broniąc się możesz zastosować nieadekwatne środki (np. zastrzelimy napastnika grożącego nam pięściami). W takim przypadku mamy do czynienia z ekscesem intensywnym. Po drugie możesz zareagować zbyt wcześnie lub zbyt późno i wtedy dochodzi do ekscesu ekstensywnego.

Pamiętaj też, że obrona konieczna wyklucza „przejmowanie inicjatywy” i atakowanie napastnika. W czasie jej trwania musisz cały czas pozostawać w defensywie i ewentualnie wzywać pomocy.

Jakich dóbr możesz chronić uciekając się do obrony koniecznej?

Ochronie prawnej podlegają dobra majątkowe i niemajątkowe, bez względu na ich wartość. Wymienię kilka z nich: zdrowie, życie, wolność, cześć, nietykalność osobista, porządek publiczny lub mir domowy.

Jak prawo zapatruje się na obronę miru domowego?

Spośród powyższych dóbr polskie prawo najliberalniej traktuje obronę konieczną domu. W cytowanym już artykule 25 k.k. znajdziesz taki zapis:

Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej, odpierając zamach polegający na wdarciu się do mieszkania, lokalu, domu albo na przylegający do nich ogrodzony teren lub odpierając zamach poprzedzony wdarciem się do tych miejsc, chyba że przekroczenie granic obrony koniecznej było rażące.

Jak rozumieć „rażące przekroczenie granic obrony koniecznej”? Oto przykład takiej sytuacji: strzelasz do człowieka, który właśnie przeskakuje przez ogrodzenia Twojej posesji (zauważ, że w tym przypadku mamy do czynienia tak z ekscesem intensywnym, jak i ekstensywnym). Słowo wyjaśnienia: nie wiesz przecież, jakie ten ktoś ma intecje. Może jest w szoku i chce poprosić Cię o pomoc? Może ucieka przed sforą psów? Oczywiście, doświadczenie podpowiada, że przeskakujący przez Twój płot delikwent chce Cię po porstu okraść. Ale póki nie zabierze się do rzeczy, póki jego zachowanie nie będzie jednoznaczne, nie możesz przystąpić do samoobrony. Możesz oczywiście pytać, wołać lub dzwonić na policję.

Obrona konieczna a broń palna

Broń palna to niewątpliwie skuteczne narzędzie samoobrony – oczywiście pod warunkiem, że zaatakowany potrafi się z nią obchodzić i zachowa zimną krew. Niestety polskie prawodawstwo na całą sprawę patrzy dość niechętnie. Można wskazać przypadki (jak sądzę wcale liczne), w których broni palnej użyto broniąc się, i to użyto zupełnie adekwatnie do sytuacji, a mimo to czyn został przez prokuraturę uznany za przekroczenie granic obrony koniecznej.

Chcąc używać broni palnej do samoobrony, dla własnego dobra powinieneś pamiętać o dwóch kwestiach. Pierwszą z nich jest wspomniany już wymóg współmierności wykorzystywanych środków i wykonywanych kroków (chodzi o te nieszczęsne ekscesy). Drugą jest konieczność stopniowania reakcji – dobywając broni powinieneś ostrzec napastnika, że jesteś uzbrojony i zdeterminowany. Jeśli nie zrobi to na agresorze wrażenia, oddaj strzał ostrzegawczy. Jeśli i to niczego nie zmieni, strzel tak, by przestępca odniósł możliwie najmniejsze obrażenia. Ta „ostrożność” służy przekonaniu sądu, że nie dążyłeś do uśmiercenia napastnika, lecz do przerwania całej sytuacji – czyli, jak możemy przeczytać w jednym z postanowień Sądu Najwyższego, „do zmuszenia napastnika do odstąpienia od kontynuowania zamachu”.

Nie zmienia to faktu, że orzecznictwo polskich sądów zazwyczaj jest dla broniących się z pistoletem w ręku dość nieprzychylne. Wnioski nasuwają się same – broni palnej w samoobronie używaj tylko w ostateczności.

Obrona konieczna – przykłady z życia

Na zakończenie dwa przykłady obrony koniecznej. Pamiętając o trzech kluczowych sprawach – czyli bezprawności, bezpośredniości i realności zamachu na nasze dobra – rzuć okiem na poniższe sytuacje:

Przykład pierwszy:

Na ogrodzoną posesję zwieziono materiały budowalne. Zainteresowany nimi złodziej podchodzi do bramy, szarpie się z kłódką, by po chwili wyjąć z plecaka norzyce do cięcia prętów. I choć niczego jeszcze nie uszkodził i nie użył przecinaka, to widząc, co się święci możemy wejść do akcji, czyli rozpocząć obronę konieczną. Rzecz jasna współmierną.

Przykład drugi:

I znów ogrodzona posesja, a na niej dużo kolorowych, lśniących w słońcu metali. Właściciel zdaje sobie sprawę, że ogrodzenie z siatki może nie powstrzymać spragnionych łupów złomiarzy. Przepuszcza więc przez druty prąd. Pewnej nocy ktoś próbuje je przeciąć i zostaje porażony. Właściciel posesji odpowie za to karnie – podjęte przez niego działania nie były obroną konieczną, lecz miały charakter ekscesu ekstensywnego.