Gdy ruszamy na wyprawę, nie zawsze towarzyszyć nam będą zdobycze współczesnej cywilizacji. Czasem pojedziemy w głuszę, a czasem po prostu będzie taki upał, że żywność będzie psuła się błyskawicznie. Na takie okoliczności przyda się dobrze przemyślane jedzenie na wyjazd bez lodówki. Co zatem zabrać, by żołądki były pełne, portfele nadal napchane, a zdrowie w stanie nie gorszym, jak przed wyjazdem?

1. Jedzenie bez lodówki, czyli wszystko po staremu, albo jak się to robiło i robi
2. Jedzenie pod namiot bez lodówki
3. Jak poradzić sobie bez lodówki?
  a. Jak schłodzić wodę bez lodówki?
  b. Jak przechowywać żywność bez lodówki?
  c. Jak przewieźć jedzenie bez lodówki?
  d. Jak przewieźć leki bez lodówki?
4. Jedzenie bez lodówki. Ile godzin lub dni da się przechowywać popularne produkty?
5. Podsumowując, bez lodówki da się żyć, ale mimo wszystko z nią jest znacznie łatwiej

jedzenie na wyjazd bez lodówki

Jedzenie bez lodówki, czyli wszystko po staremu, albo jak się to robiło i robi

Lodówki nie towarzyszą nam od zarania dziejów. Pierwsze prymitywne wersje powstały w latach 70 XIX wieku, a lodówki elektryczne są z nami od nieco ponad 100 lat. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że gatunek ludzki ma trochę więcej niż jedne wiek i jakoś dawał sobie radę w każdym klimacie, to nagle okazuje się, że bez lodówki da się żyć. Oczywiście jest to prawda, ale sprawa nie jest wcale trywialna. Najpierw musimy nieco sobie odświeżyć, jak to się kiedyś robiło i dokonać „transplantacji” najlepszych metod do naszych czasów.

Dość powiedzieć, że nasze prababcie jakoś żywiły swoje dzieci zimą i lodówek wtedy nie było. Były klasyczne ziemianki pozwalające skutecznie obniżyć temperaturę przechowywanych produktów w stosunku do tej panującej na zewnątrz. Swoją drogą taka ziemianka może nawet dziś być doskonały zabezpieczeniem na blackout.

Jeśli ktoś ma ochotę, to może sięgnąć jeszcze głębiej w przeszłość i poszukać pradawnych sposobów na życie bez cywilizacyjnych udogodnień. Jedną z powszechnie stosowanych metod na przechowywanie jedzenia było suszenie. Tyczy się to nie tylko popularnych dzisiaj „fit chipsów” z suszonych owoców, ale przede wszystkim mięsa. Suszenie bardzo cienkich pasków chudego mięsa na ostrym słońcu pozwalało na przechowywanie go nawet przez kilka miesięcy. Specjalizowali się w tym Indianie polujące na bizony. W Polsce również mięso suszyliśmy, więc podglebie pod ten sposób przechowywania żywności z pewnością mamy.

Kolejną tradycyjną metodą, ale nie co już młodszą jest wekowanie. Oczywiście dziś coraz mniej ludzi sięga po ten sposób, ale nic nie smakuje tak jak domowej roboty dżemik czereśniowy odpowiednio długo zasmażany na patelni. Zresztą wekować można niemal wszystko, nawet biały ser!

Tuż obok weków stoi inny wynalazek, czyli… konserwy. Niestety za ich powstaniem nie stoją szczytne idee, a zwykła chłodna kalkulacja i wymagania masowych wojen XIX wieku. Z konserwami jest, jak i z innymi typowo wojskowymi wynalazkami. Z czasem trafiają do cywila i dziś możemy spotkać je na niemal każdej sklepowej półce. W domu też można samemu wykonać konserwy, ale zdecydowanie prościej jest udać się po nie do sklepu.

Oczywiście przykłady na jedzenie bez lodówki można by mnożyć, ale chyba nie o to w tych chodzi. Grunt, że jako ludzkość od wieków znamy sposoby na przechowywanie jedzenia, gdy warunki są niesprzyjające, lub gdy sytuacja nas przyszpili. W związku z tym, gdy udajemy się w teren, to hasło -jedzenie pod namiot bez lodówki – nie powinno być dla nas czymś strasznym.

Jedzenie pod namiot bez lodówki

Wyjazd pod namiot to klasyka gatunku. Jesteśmy blisko natury, ptaszki śpiewają, słoneczko świeci i wszystko fajnie, ale… jeść trzeba. Lodówki zazwyczaj nie będziemy mieli pod ręką i na taką okoliczność przydadzą się stare, dobre i podstawowe patenty na biwakowanie. Tak na marginesie możemy wspomnieć, że skoro nie będzie lodówki to może też nie być prądu, a dalej jakoś gotować będzie trzeba. Jeśli zmierzycie się z taką sytuacją to mamy dla Was poradnik jak gotować bez prądu. Zanim jednak zaczniecie wrzucać coś do przysłowiowego gara, zróbmy krok wstecz i zastanówmy się jakie jedzenie pod namiot bez lodówki najlepiej zabrać. Wróć! W sumie by nie ograniczać się tylko do namiotów zapytajmy lepiej jakie jedzenie na biwak bez lodówki?

Zacznijmy zatem od początku. Śmiało możemy założyć, że pod namiotem będziemy mieli ze sobą kuchenkę turystyczną. Jeśli jeszcze jej nie macie, to my mamy dla Was poradnik, jaka kuchenka turystyczna na wyprawę w teren może być najlepsza.

Mając taką kuchenkę, niezależnie od tego, na jaki model się zdecydujecie, otwiera się szerokie pole do popisu w kwestii jedzenia na wyjeździe, na którym nie ma lodówki. Kuchenka przede wszystkim pozwoli nam zagotować wodę, a to z kolei umożliwia przygotowanie produktów typu instant. Niekoniecznie z kategorii „chińskich zupek”, których wartość odżywcza i zdrowotna dla organizmu jest co najmniej dyskusyjna. Taką wodą można natomiast zalać racje żywnościowe lub inne wysokowartościowe posiłki instant, choćby takie dla wspinaczy. Pewnie, nie będzie to tania impreza, ale jakość produktu będzie gwarantowana.

Na kuchence ugotujemy sobie również ryż, kaszę, albo makaron, do których wystarczy dołożyć sos z paczki lub słoika i już mamy niezłą bazę pod solidny posiłek. Do tego nieco utartego sera i nasz organizm powinien być syty na dłuższy czas, a i smakować będzie to wszystko nie najgorzej. Nawet w dyskontach spożywczych można bowiem już kupić produkty smaczne i z dobrym składem.

Nie będziemy tutaj przytaczać setek przepisów, gdyż nie o to chodzi. Raczej pokazujemy kierunek. Mając ze sobą suchy prowiant, możemy żyć całkiem komfortowo, a dołożenie do tego kuchenki turystycznej sprawia, że będzie niemal jak w domu. Alternatywą są oczywiście puszki, konserwy i słoiki z gotowymi posiłkami, ale zabierają one sporo miejsca i swoje ważą. W związku z tym taka opcja będzie dobra, jeśli tuż obok znajdować będzie się jakiś dyskont spożywczy.

Jak widać, mając podstawowe przyrządy do gotowania, lodówka przestaje być nieodzownym elementem naszej egzystencji. Oczywiście znacznie ją ułatwia, ale spokojnie da się żyć w zdrowiu i jeść smaczne rzeczy bez jej posiadania. Przez czas jakiś dodajmy, gdyż chyba większość z nas zgodzi się, że na dłuższą metę funkcjonowanie bez lodówki byłoby męczące. Zbyt przyzwyczailiśmy się do jej istnienia w którymś zakamarku kuchni i chyba trochę zapomnieliśmy już o jedzeniu, które wytrzyma bez lodówki.

Jak poradzić sobie bez lodówki?

Skoro ustaliliśmy już, że lodówki zazwyczaj są, ale czasem ich nie ma, to teraz zadajmy sobie pytanie, jak poradzić sobie bez lodówki w konkretnych sytuacjach. Na przykład mamy upalny dzień, woda w butelce zaczyna parzyć, jak zatem schłodzić wodę bez lodówki?

Jak schłodzić wodę bez lodówki?

Jeśli mamy pod ręką jezioro, to nic prostszego, jak zakopać butelkę we wodzie tuż przy brzegu. Jeziora w Polsce nie nagrzewają się do niebotycznych temperatur, a woda o temperaturze nawet 22-25 stopni będzie zdecydowanie chłodniejsza niż taka, która stoi w letnim skwarze. Jeśli jesteśmy nad morzem, to ten patent sprawdzi się jeszcze lepiej. Nasz Bałtyk nie rozpieszcza temperaturami i raczej powinniśmy uważać, by nie rozbolało nas gardło od zimnego płynu wyjętego wprost z morskiej toni.

Gdy w pobliżu mamy jakiś sklep, a pod ręką sporej wielkości naczynie, to zawsze można pokusić się o zalanie go wodą i wrzucenie do niej lodu. Z drugiej jednak strony, jeśli mamy sklep, a w nim lód i lodówki z zimnymi napojami własnoręczne chłodzenie wydaje się niecelowe. No, chyba że impreza ma być długa, a sklep czynny tylko do 18.

Na chłodzenie wody jest też patent wojskowy. Bierzemy skarpetę, wsadzamy do niej butelkę, moczymy skarpetę i ustawiamy ją w zacienionym, przewiewnym miejscu. Temperatura płynu w butelce (wszak nie musi to być woda…) spadnie znacząco w porównaniu z temperaturą otoczenia.

Z kolei, jeśli jesteśmy na wsi, to spotkać tam można jeszcze stare dobre studnie, a butelki z wodą umieszczone we wiadrze i spuszczone na dół schłodzą się w mig. W takim przypadku uważać jednak trzeba, by niechcący nie zatruć czymś wody.

Nie polecamy natomiast mało ekologicznej metody wkładania butelek do zlewu i puszczania zimnej wody. Oczywiście co innego, gdy taka woda sama sobie gdzieś płynie, na przykład w małym strumyczku. Wtedy grzechem jest nie skorzystać z takiej możliwości. Dość jednak o wodzie. Przejdźmy do konkretów!

Jak przechowywać żywność bez lodówki?

Na początek rozprawmy się z nurtującym wielu pytaniem, jak przechowywanie wędliny bez lodówki? Otóż temat ten jest trudny. Taka soczysta szyneczka albo plasterek baleronu, czy innej wędlinki, ma niestety sporo wody. Mamy zatem białko, wilgoć i temperaturę. Z takiego połączenia nie może wyjść nic dobrego zarówno dla wędliny, jak i dla nas. W związku z tym tutaj nie może być drogi na skróty.

Gdy mamy jesień lub wiosnę i balkon, na który nie pada słońce, to w zasadzie mamy gotową lodówkę. Jeśli nie ma balkonu, to zapas jedzenia w siatce można wyrzucić za okno, ale pod warunkiem, że przez cały dzień nie będzie świecić na nie słońce. Paten powszechnie znany i lubiany w akademikach. Gorzej przedstawia się sytuacja, gdy nie ma jesieni lub wiosny, lub gdy jest trzaskający mróz. Mrożonkom on nie zaszkodzi, ale mrożone wędliny na kanapki to nie jest to, co chcielibyśmy jeść na śniadanie. Na takie sytuacje znów pozostają nam kiełbasy suszone. Można je przetrzymywać przy oknie, gdyż tam zazwyczaj jest nieco chłodniej.

W blokach i domach są też piwnice i jeśli nie są ogrzewane, to w nich możemy pokusić się o przechowywanie przez jakiś czas żywności. Uważać jednak trzeba na gryzonie, które mogłyby chcieć poucztować na naszych zapasach.

Na krótką metę pewnym rozwiązaniem mogą być torby termoizolacyjne, ale te z kolei powinny też być z tych „lepszych”, niż z tych „gorszych”. Niestety w niektórych marketach można zauważyć spadek jakości i w tym obszarze produktów.

Ostatnią deską ratunku jest przechowywanie pożywienia w liściach, czyli tak, jak to drzewiej bywało. Mowa tutaj o liściach chrzanu lub porzeczek. Zawinięte w nie produkty wytrzymają nam dłużej, ale bądźmy poważni. Kto dziś ma na podorędziu liście chrzanu?

Przejdźmy do rozwiązań bardziej przyziemnych. Dosłownie i w przenośni. Jeśli dysponujemy własną działką, to oczywiście dobrym pomysłem może okazać się klasyczna spiżarnia. Mamy na ten temat osobny poradnik pod tytułem Spiżarnia preppersa, czyli słów kilka o gromadzeniu zapasów. Znajdziecie tam sporo patentów na przechowywanie jedzenia w różnych warunkach i na różne okoliczności.

Jak przewieźć jedzenie bez lodówki?

Najczęściej chyba pojawiającym się pytaniem jest jak przewieźć mięso bez lodówki. Odpowiedź jest stosunkowo prosta, aczkolwiek dla wielu sytuacji nie będzie ona optymalna. By przewieźć surowe mięso bez lodówki, najlepiej je zamrozić. Kluczowe tutaj jest, by proces ten przeprowadzić odpowiednio wcześniej. Dobrze jest, by mięso w zamrażarce przebywało przynajmniej 24 godziny, tak, by zmarzło na przysłowiową kość. Potem pakujemy je w folię, wiele warstw gazet, torbę termiczną i do kufra lub jeszcze lepiej, blisko nawiewu klimatyzacji, ale nie na słońcu. Tak przygotowani spokojnie przewieziemy ulubionego dzika z Podlasia wprost na przyjęcie w Szczecinie.

Innym możliwym, ale kłopotliwym sposobem jest przewożenie mięsa w zimnej wodzie. Największym mankamentem tego pomysłu jest konieczność częstego jej zmieniania. Niemniej może być to jakaś alternatywa dla mrożenia, jeśli ten sposób Wam nie odpowiada.

Jeśli koniecznie musicie zabrać ze sobą ulubioną wędlinę, to pozostaje schłodzić ją w lodówce, zawinąć w folię aluminiową, taką paczuszkę w gazety, a na koniec schować gdzieś w aucie z dala od słońca. Na marginesie dodajmy, że najlepiej, by był to kawałek wędliny, a nie pocięte plastry.

Jeśli wieźć będziemy gotowe kanapki to stary, dobry papier śniadaniowy będzie optymalnym rozwiązaniem. Do tego jakaś płócienna torba i powinny przetrwać dość długo. Papier i torba z naturalnych materiałów pozwolą kanapce „oddychać”.

Mimo wszystko, jak bardzo byśmy nie kombinowali z wędlinami, to najlepszym rozwiązaniem na gotowe do spożycia mięso w podróży są suszone kiełbasy. Mogą to być stare dobre kabanosy, ale również kiełbasy takie, jak krakowska, czy hiszpańskie chorizo. Generalnie niech będzie to kiełbasa suszona i z dużą zawartością mięsa na 100 gram. Im więcej, tym lepiej. Jeśli będzie do tego już w masarni zapakowana próżniowo lub w atmosferze ochronnej, to możemy być niemal pewni, że będzie zdatna do jedzenia, gdy najdzie nas ochota.

Można też oczywiście sięgnąć po przenośną lodówkę na wkłady, ale patent ten byłby sprzeczny z założeniem akapitu. Lodówka na wkłady to w końcu też lodówka. By zatem być w zgodzie ideą tego fragmentu, możemy zaproponować styropianowe pudełko. W zasadzie lodówka tym właśnie jest – dobrze zaizolowanym pojemnikiem z dołożonym chłodzeniem. Jeśli o pojemnikach mowa to na krótką metę również termosy obiadowe powinny zdać egzamin, ale więcej o nich mamy w kolejnym akapicie.

Jak przewieźć leki bez lodówki?

Lodówki nieodzownie kojarzą się nam z jedzeniem, ale czasem, raz na „ruski rok”, złapie nas jakieś fatalne w swych skutkach choróbsko i udajemy się do lekarza. Ten przepisuje leki, zapewniając, że wszystko będzie dobrze, idziemy do apteki, a tam Pani z pełną powagą oświadcza, że lek należy przechowywać w lodówce. I wszystko jest OK do momentu, gdy w trakcie kuracji trzeba wyjechać. Jak dobrze wiemy, przerywanie leczenia jest niewskazane, zwłaszcza przy antybiotykoterapii. Te działają coraz słabiej, więc powinniśmy zawsze zażywać je w przepisanej dawce i przez zalecony czas. Co zatem zrobić z tym feralnym wyjazdem? Jak przewieźć leki bez lodówki?

Odpowiedź jest stosunkowo prosta i piszący te słowa sam musiał mierzyć się z takim problemem. Niestety dzieci potrafią chorować nawet w sierpniu, a antybiotyk jak na złość z lodówki. Podróż zaplanowana i cóż zrobić? Rozwiązanie okazało się stosunkowo proste. Najpierw do lodówki trafił termos. Obok niego wylądowały strzykawki z gotowymi porcjami antybiotyku w płynie.

Gdy wszystko było już dobrze schłodzone, to strzykawki zostały zawinięte w folię aluminiową i wrzucone do zimnego termosu. Ten z kolei trafił do zwykłej torby, w której można przewieźć mrożonki z marketu. Wszystko to razem wylądowało w bagażniku i po dojechaniu na miejsce (trasa przez połowę Polski) nadal antybiotyk był chłodny. Szybki przerzut do lokalnej lodówki i temat załatwiony.

Jeśli trzeba przetransportować większe opakowanie, to pomocny może okazać się termos obiadowy. Pomieści nawet sporych rozmiarów buteleczkę z lekiem, a duży otwór ułatwi włożenie i wyjęcie medykamentu.

Alternatywnie można sięgnąć po specjalne styropianowe kartony i dodatkowo włożyć do nich wkład chłodzący, ale wtedy należy pilnować, by przewożony lek do niego nie przymarzł.

Na krótkie trasy w aptekach można też nabyć specjalne torby izolacyjne. Charakteryzują się one niewielkimi rozmiarami i dają około 2h, na dotarcie do kolejnej lodówki.

Jak zatem widać opcji jest sporo, a do wyboru są również rozwiązania bazujące na sprzęcie takim jak termosy, które zazwyczaj mamy w domu. Jeśli nie wiecie, jaki termos obiadowy wybrać, to tak się składa, że mamy dla Was odpowiedni poradnik.

Jedzenie bez lodówki. Ile godzin lub dni da się przechowywać popularne produkty?

W sieci można bardzo często spotkać się z pytaniami tego typu i prawdę powiedziawszy trudno na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Przydatność do spożycia zależna jest od wielu czynników, ale w krótkim terminie najważniejsza i tak będzie temperatura otoczenia. Sukcesywnie ją obniżając, zwiększamy ilość godzin lub dni, kiedy dany produkt nadal będzie można uznać za nadający się do zjedzenia.

W pewnym jednak momencie nawet tak mało psujące się produkty, jak smalec ze skwarkami, potrafią złapać pleśń i to stojąc w lodówce. Właśnie dlatego długotrwałe przechowywanie pożywanie wiąże się z takimi procesami jak głębokie mrożenie lub proces na przeciwnym biegunie temperaturowym, czyli pasteryzowanie, tyndalizowanie i w ostatnim etapie puszkowanie jedzenia. Tak zabezpieczone pokarmy można przechowywać latami. Jest jeszcze oczywiście suszenie, o którym wspominaliśmy w jednym z poprzednich akapitów.

Wróćmy jednak do meritum. Ile może stać rosół bez lodówki? Ile może stać zupa bez lodówki? Niestety nie jest to długi czas. W ciepłe dni już po 24 godzinach można zakładać, że nasze zupki będą nadawały się do śmietnika. Pamiętajmy bowiem, że nawet w lodówce taki rosół wytrzymuje 2-3 dni, no, chyba że wyjmiemy z niego wszystkie warzywa i mięso i zostawimy sam wywar. Generalnie stwierdzić należy, że dłuższe przechowywanie powoduje kwaśnienie zup i cała robota związana z pieczołowitym ich przygotowywaniem idzie na marne.

Jeszcze gorzej sprawa ma się z nabiałem. Wszelkiej maści twarogi, sery, serki i jogurty muszą po prostu przebywać w chłodnym otoczeniu. Skutki zbyt wysokiej temperatury przechowywania rozpoznać bardzo łatwo. Coraz bardziej wypukłe aluminiowe wieczko będzie nieodzownym znakiem, że z naszym jogurtem dzieje się już źle, albo nawet bardzo źle. Jak już wspominaliśmy wszystko zależeć będzie o temperatury, na jaką wystawimy nasze jedzenie. Zresztą w tym obszarze nie ma co eksperymentować, tylko stosować się do zaleceń producenta i zdrowego rozsądku. Jeśli coś ma być w lodówce, to najlepiej, żeby tam było.

Podsumowując, bez lodówki da się żyć, ale mimo wszystko z nią jest znacznie łatwiej

Tradycyjnie pragniemy zaznaczyć, że jedynie poskrobaliśmy temat po wierzchu. Sposobów na przechowywanie jedzenia na wyjeździe bez lodówki jest znacznie więcej. Mamy nadzieję, że zdradzicie nam swoje sprawdzone patenty w komentarzach.

Warto również wspomnieć, że brak lodówki niekoniecznie musi się kojarzyć z przyjemnym wyjazdem w teren. Wiedza i doświadczenie zdobyte przy wyjazdach bez lodówki mogą przydać się również i w innych okolicznościach.

Obecnie żyjemy w takich czasach, że przytrafić nam się może blackout, na który warto się przygotować. Gdy już nastąpi, to nasza lodówka nie mając prądu stanie się jedynie czasowo zapewniającym chłód termosem. Dobrze jest zabezpieczyć się na taką sytuację. Opisane w tym poradniku metody na jedzenie bez lodówki mogą wtedy być jak znalazł. Jeśli nie wiecie jak zabezpieczyć się na brak prądu, to mamy dla Was poradnik jak przygotować się na blackout z listą rzeczy, w które trzeba się zaopatrzyć. Wiele z nich znajdziecie w naszej sekcji promocyjnej z artykułami na blackout.


Krzsztof Kuska autor combat.pl

Krzysztof Kuska

Od małego bardziej lubił Q niż Bonda. Jak dorósł nic się nie zmieniło. Tylko zabawki podrożały...


napisz do nas